Skryba i Ja

Duch czwarty - niepokój

. 2 min czytania . Written by Jolanta Czemiel
Duch czwarty - niepokój

Kiedy w sercu gości niepokój, powstaje podatny grunt dla złej energii. Wkrada się taki zły duch i manipuluje, że aż strach.

Lenka od dawna czuła, że coś w jej małżeństwie się psuje. Adrian coraz później wracał z pracy i wiecznie zmęczony odkładał ważne rozmowy na później.

- Jutro porozmawiamy, padam z nóg – mawiał zwykle.

Albo zasypiał z pilotem w ręku i niedokończoną kolacją na talerzu przed telewizorem.

A Lenka chciała tylko porozmawiać o nich, o dziecku, które ciągle planowali, ale jakoś nie było czasu, żeby się na nie zdecydować, o tym, że uciekł kot sąsiadki, a ona też miała w pracy ciężki dzień.

Tego dnia postanowiła zacząć od razu, zanim zrzucił swoje wydeptane buty i niedbale powiesił na wieszaku kurtkę.

- Chcę mieć dziecko – wypaliła.

Spojrzał na nią tak jakoś dziwnie, chociaż po twarzy przemknął cień uśmiechu.

- Już ci mówiłem. Naprawdę ostatnio dużo pracuję i nie mam siły na takie rozmowy – oznajmił. – na takie poważne rozmowy – poprawił się. – a tak w ogóle to ja też mam ci coś ważnego do powiedzenia. Porozmawiamy o tym w sobotę. – Cmoknął ją w czoło i zniknął w łazience.

Zanim dotarła do sypialni, Adrian już spał.

- Jaki niewinny – usłyszała.

- Śpi jakby nic się nie stało – dodał kolejny głos.

- Nie mogę się zgodzić z tym twierdzeniem, raczej zasnął, żeby zagłuszyć to, co ma do powiedzenia – jeszcze ktoś włączył się do rozmowy.

Zanim do Lenki dotarło, że w pokoju nie ma nikogo, oprócz śpiącego Adriana, głosy ucichły. Niepokój pozostał. Całą noc przewracała się z boku na bok i myślała o sobocie. Czy Adrian ją zdradza? Tak, na pewno jej powie, że odchodzi. Kobiety są takie naiwne, wierzą we wszystko, co mówią mężczyźni, a oni mówią to, co one chcą usłyszeć. Przecież tak się kochali. To on zabiegał o to małżeństwo i przysięgał, że nie opuści jej aż do śmierci. Aż do śmierci.

Koło piątej nad ranem wstała i poszła pod prysznic. Zmyła z siebie wszystkie wątpliwości, zostawiając nagą prawdę.  Jej prawdę. Kiedy Adrian przewracał się na drugi bok, ona, już ubrana, przekręcała klucz w drzwiach wyjściowych. Potem zamknęła drzwi.  

***

Adrian siorbał kawę z dużego kubka i patrzył beznamiętnie w okno.

- Daj spokój, Adi, na pewno się znajdzie. – przyjaciel, z którym umówił się w kawiarni delikatnie poklepał go po ramieniu. – Kobiety czasem mają takie pomysły. Może wyjechała do koleżanki? Albo zaszyła się na parę dni w jakimś pensjonacie. Poza tym policja też jej szuka, więc chyba nic już więcej nie możesz zrobić.

- Tak się tylko zastanawiam, dlaczego wybrała taki moment. Właśnie miałem jej powiedzieć o nowej pracy i o tym, że ja też dojrzałem do tego, żeby mieć dziecko. Lence strasznie na tym zależało – wydukał. – To miała być niespodzianka, dlatego naszą rozmowę, o którą prosiła od dawna, odłożyłem na tamtą sobotę. W sobotę była rocznica naszego ślubu – dodał. - Wydawało mi się, że to dobry pomysł.

- Na pewno wróci, przemyśli wszystko i wróci. Kobiety takie są – powtórzył przyjaciel.

- Te rocznice chyba nie są dobre. Dzisiaj minął rok, odkąd zniknęła – Adrian znowu patrzył w okno. Tym razem jego wzrok nie ślizgał się po szklanej tafli, tylko przeniknął na ulicę. Już dawno przestał wypatrywać Lenki w tłumie.