Skryba i Ja

Duch dziewiąty - samotność

. 2 min czytania . Written by Jolanta Czemiel
Duch dziewiąty - samotność

🍊 Samotność to idealna pożywka dla złych i bardzo złych duchów. Tylko czają się, żeby posiąść smutne, słabe, cierpiące serca i nad nimi zapanować. 🍊

Kair, Heliopolis
Lina dokładnie zakręciła kran. Problemy z wodą w kairskiej metropolii występowały często, mimo bliskości Nilu, życiodajnej rzeki, bez której Egipt przestałby istnieć. Ojciec Liny zawsze powtarzał, żeby szanować to, co najważniejsze i Lina doszła do wniosku, że chodziło mu o wodę. Może też o powietrze, ale na to wpływu nie miała.
Zmyła wszystkie naczynia po rodzinnym obiedzie, co zajęło jej około dwóch godzin i właśnie zabrała się za przygotowania do kolacji. Trochę mięsa i warzyw, ryż, suszone owoce wydały się wystarczającą bazą do stworzenia wyśmienitego posiłku. Kamal, jej małżonek, powinien niedługo wrócić z dyżuru, więc powinna się pospieszyć. Wszystko dzisiaj leciało jej z rąk – pobiła talerz i dwie szklanki. Usiadła na wysokim stołku przy kuchennym blacie i odpoczęła przez chwilę. Mimo to nie poczuła ulgi.
Kamal był lekarzem. Jego rodzina długo zabiegała o ślub z Liną, aż w końcu ojciec się zgodził. Miała wtedy szesnaście lat. Może inna byłaby szczęśliwa, może nawet najszczęśliwsza na świecie, ale nie Lina. Lina czuła się samotna i opuszczona. Ciągłe dyżury, nagłe nocne wyjazdy Kamala doprowadzały ją do pasji. Kiedy był w domu, odpoczywał i musiała siedzieć samotnie w swoim pokoju, a kiedy go nie było, nie pozwalał jej nigdzie wychodzić. Mogła zaprosić rodziców na obiad, co też czyniła, chociaż gotowanie i sprzątanie nie sprawiało jej żadnej przyjemności. Dzieci nie mieli.
Dzisiaj Kamal wrócił wcześniej.
- Nie jestem głodny, Lino – oznajmił. – Wróciłem, żeby z tobą porozmawiać.
- To nawet dobrze, bo jestem już zmęczona – pomyślała, ale powiedziała – O czym kochanie?
- Zaproponowali mi pracę w ambasadzie. W Londynie. Tylko na razie nie mogę cię zabrać ze sobą.
- To znaczy?
- Wrócisz do rodziców, dam ci wolność, rozwodzę się z tobą – dodał.
Nie poczuła nic. Żalu, rozczarowania, ulgi czy nawet złości. Uśmiechnęła się tylko. Przecież wczoraj usłyszała tę wiadomość od kobiety, która często siadała na tym fotelu, przykrytym czerwonym kocem. Czasem tkwiła w nim całe popołudnie, a czasem tylko kilka minut. Odzywała się rzadko, ale wczoraj rozmawiały długo. Uprzedziła ją i przygotowała na tę rozmowę. Potem jak zwykle, rozpłynęła się w smużkach słońca, wdzierających się przez stare okiennice.
- To dobrze, jestem już zmęczona – powiedział Lina. Nie przeszkadzało jej nawet to, że Kamal miał wyjechać do Londynu z pewną pielęgniarką. Podeszła do niego i pocałowała go w policzek. Najwyraźniej zdziwiony i zaskoczony przytulił ja lekko. Nie odwzajemniła uścisku.
Kiedy napuściła wody do wanny, dokładnie tyle, ile trzeba, rozebrała się i ostatni raz spojrzała w wielkie, masywne lustro wiszące obok umywalki. Lekko dotknęła bruzd na swojej twarzy, pogładziła wysuszone piersi i westchnęła cicho. Założyła najpiękniejszą suknię - zieloną, przetykaną złotymi cekinami. Połknęła garść tabletek i spokojnie zanurzyła się w wodzie.
- Siedemdziesiąt dwa lata to dobry wiek na odejście – szepnęła, a kobieta, która teraz siedziała na krześle za wielkim wiklinowym koszem na pranie, skinęła twierdząco głową. Lina zasnęła.
Jola Czemiel