Skryba i Ja

Duch siódmy - szaleństwo

. 2 min czytania . Written by Jolanta Czemiel
Duch siódmy - szaleństwo

Jeśli nie obronimy się przed szaleństwem, możemy być pewni, że złe duchy nam nie odpuszczą.

Pewnego wieczoru, kiedy brama schroniska dla bezdomnych zwierzaków została zamknięta, Karolina, dziennikarka lokalnej gazety „Nasza Okolica” postanowiła rozpocząć prywatne śledztwo. Ponieważ mieszkała niedaleko, często w nocy słyszała wycie psów i jęki kotów, ale kiedy zadawała pytania sympatycznej pani Wiesi – dyrektorce przybytku – ta zbywała ją czymś w rodzaju: Muszą się wypłakać, tęsknią za właścicielami, wyją do księżyca, przecież nikt nie robi im krzywdy itp. Dlatego tej nocy zakradła się do środka, żeby przyjrzeć się z bliska okolicznościom, w których dochodzi do incydentów.
Furtka od strony pola zamknięta zwykle na skobel, tym razem ustąpiła przy lekkim pchnięciu ramieniem. Karolina obeszła klatki i przyjrzała się śpiącym zwierzętom.

  • Dlaczego nie wyczuwają intruza? – mruknęła. – Kici, kici – zawołała do kilku stłoczonych w klatce kotów. Bez odpowiedzi. Wszystkie wyglądały jak wypchane, albo może raczej pogrążone w letargu, gdyż jeden z nich jednak lekko poruszył pręgowanym ogonem.
    Przejechała światłem latarki po sąsiednich legowiskach. Psy również mocno spały rozłożone w dziwnych pozycjach po swoich klatkach. Karolina zadrżała mimowolnie. Nie spodziewała się takiej sytuacji. Przygotowała się na merdanie ogonem, poszczekiwanie, pomiaukiwanie i wzięła ze sobą torbę smakołyków, żeby obłaskawić towarzystwo. Jako wolontariuszka wyprowadzała dwa razy w tygodniu psy na spacer i zaznajomiła się z całą menażerią.
    Szmer, a raczej skrzypienie dobiegło od strony drogi. Zgasiła latarkę i przycupnęła za klatką z kotami, na wypadek, jeśli jednak zwierzęta się obudzą. Koty nie lgnęły do niej zupełnie z powodu psiego zapachu, którym emanowała więc nie zdradzą jej kryjówki, pomyślała.
    Rower zatrzymał się przed wejściem głównym. Sympatyczna pani Wiesia zapaliła światło w kantorku i chwilę potem nadjechał samochód. Karolina podkradła się pod okno. Dwóch mężczyzn położyło właśnie na stole banknot stuzłotowy, który zniknął zaraz w kieszeni pani Wiesi. Później było już tylko gorzej. Mężczyźni podjechali wózkiem, na którym stało pudło i wyładowali je po brzegi śpiącymi zwierzętami.
  • Sami rozumiecie, że więcej nie mogę, ktoś mógłby coś podejrzewać. Zwierzęta ze schronisk nie znikają tak szybko – tłumaczyła się pani Wiesia.
    Jeden z mężczyzn skinął głową. Samochód odjechał. Pani Wiesia nie wsiadła jednak na rower. Karolina wróciła na miejsce za klatką z kotami. Zamiast szesnastu, było ich teraz cztery. Dyrektorka zapaliła światło i usiadła na stołku koło kantorka. Zaintonowała dziwną pieśń, po czym wstała i zawirowała wokół własnej osi. Śpiew zamienił się w charkot, a następnie w szaleńczy śmiech. I wtedy to się stało. Najpierw zawył wiatr, który według opinii miejscowych śledczych otworzył wszystkie klatki. Rozbudzone zwierzęta rzuciły się z furią na swoją opiekunkę. Karolina nie czekała, co będzie dalej. Wybiegła przez furtkę, ale szybko zawróciła i starannie ją za sobą zamknęła. Kiedy pędziła przez pole, cieszyła się, że miała na sobie rękawiczki. Noc przecież zapowiadała się chłodna.
    Jola Czemiel

Obraz Karin Henseler z Pixabay