Skryba i Ja

Duch szósty - przemoc

. 2 min czytania . Written by Jolanta Czemiel
Duch szósty - przemoc

Duchy wracają w miejsca, które gromadzą negatywną energię związaną z przemocą, brutalnością czy okrucieństwem.

Niby zwykła szkoła w polskim mieście, ale stosunki jakie w niej panują nie zachwycają ani nauczycieli, ani uczniów. Karolina jest w grupie tych niezadowolonych, chociaż ma nadzieję, że po ostatnim incydencie zmieni się tam wszystko.
Koło śmietnika zbierają się palacze. Nieduża grupka, ale szkoła też niewielka. Po dwie klasy z rocznika. Takie małomiasteczkowe liceum.
We wtorek było ich na długiej przerwie około dwunastu. Antek dołączył jako ostatni. Zresztą zrobił to pierwszy raz w życiu. Przenieśli się z rodzicami do miasteczka niedawno i w taki sposób próbował zdobyć nowych znajomych. W jego starej szkole zawsze najfajniejsi ziomale jarali za szkołą. Nikt go tutaj nie znał, więc pierwszego dnia pomaszerował z paczką czerwonych malborasów za wymykającymi się bocznym wejściem kolegami. Atmosfera pod śmietnikiem nie powalała. Wyraźnie poczuł napięcie, ale jak się szybko okazało spowodowane zdarzeniem, które miało miejsce kilka dni temu.
- Co tacy smutni? – zagaił.
- Ty, nowy, nie interesuj się za bardzo – burknął niedogolony brunet.
- Co się go czepiasz? - Karolina – wysoka, modnie ubrana dziewczyna pierwsza wyciągnęła rękę. – Antoni, znaczy Antek – przywitał się.
- Tak to widzisz u nas jest, nie szanują nikogo. A co do zdarzenia – ciągnęła Karolina – w zeszłym tygodniu jaraliśmy tutaj spokojnie po lekcjach, kiedy dwóch kolegów posprzeczało się i pobiło. Leżą teraz w szpitalu i smutno jakoś bez nich.
- Chyba pochlastało – dorzucił ktoś z boku. – Noże zabezpieczyła policja.
- To zresztą nie pierwszy raz. Cztery lata temu chłopak z naszej szkoły zabił tu dziewczynę. Do dzisiaj go nie złapali – dodała Karolina.
- To czemu nie zmienicie miejsca? Nie boicie się? – Antek wolał się nie mieszać w takie historie.
- No coś ty, kto by się tam bał, chyba nie wierzysz w bajki – i tym razem niedogolony brunet wtrącił swoje trzy grosze. – Kto penia, ten wypada.
- Lepiej się przenieść – Antek zaoponował, żeby utrzymać pozycję. – Takie miejsca gromadzą negatywną energię, bo okrucieństwo łamie ludzką duszę, a duchy potrafią to doskonale wyczuć– wyrzucił z siebie na wydechu, nie czekając, aż ktoś mu przerwie - i generują przemoc – dodał po zaczerpnięciu powietrza.
Brunet odepchnął go gwałtownie i Antek się zachwiał.
- Widzisz? – krzyknęła Karolina. – Już stałeś się agresywny.
Kilku chłopaków zgasiło papierosy. Żaden się nie odezwał.
- Ja więcej tu nie przyjdę. Za sklepem też jest spoko – dodała Karolina.
Brunet burknął coś pod nosem, ale Antek domyślił się, że to nie są przeprosiny. Kiedy uczniowie zaczęli się rozchodzić potężny śmietnik się przewrócił. Ot tak. Bez powodu. W ostatniej chwili Antek złapał bruneta za rękaw i pociągnął w swoją stronę. W jego oczach dostrzegł najpierw złość, następnie niedowierzanie. Później zobaczył wdzięczność.