Skryba i Ja

Duch trzeci - głęboki smutek

. 2 min czytania . Written by Jolanta Czemiel
Duch trzeci - głęboki smutek

Ludzie pogrążeni w depresji nie potrafią się bronić przed atakiem ducha i często mu ulegają.

W tej wiosce zawsze było coś nie tak. A to woda wyschła w studni, a to koń zdechł bez przyczyny. To tu, to tam zdarzały się niewyjaśnione przypadki. Ale z nadejściem tegorocznej wiosny wszystko wyglądało na spokojne, wyciszone, nawet stary Jan, który od czasu do czasu przeleciał przez drogę z siekierą, nie wysadzał nosa z chałupy.

Hanka wywiesiła gacie i koszule na sznurze przed domem. Umarł, to umarł, ale niech ludzie nie myślą, że nie dam rady, rozmyślała nad swoim wdowim losem. Głośno trzasnęła drzwiami, żeby sąsiedzi słyszeli i poszła włączyć telewizor.

Trzy miesiące temu pochowała męża. Jej smutek był tak głęboki, jak ta studnia, co wyschła w zeszłym roku. Nawet wiadro na długim łańcuchu nie stukało o dno. Jej tęsknota goniła za smutkiem, a łzy kapały często i gęsto, ale nie na pokaz. Z domu wychodziła suchutka, wytarłszy uprzednio twarz czystym, wykrochmalonym fartuchem. Żałobę zostawiła dla siebie. Nie czekała na litość i współczucie, tym bardziej, że od dwóch lat i tak nie rozmawiała z nikim w okolicy.

Telewizor zabrzęczał i po chwili się załączył. Hanka przełączyła na kanał z ulubionym serialem o miłości i zatonęła w wielkim fotelu. Jak zwykle nie mogła się skupić, a łzy zalały jej bluzkę, przenikając podstępnie przez stanik do ciała rozgrzanego po domowych porządkach. Wzdrygnęła się i wtedy go usłyszała. Tak, wyraźnie usłyszała słowa swojego zmarłego męża. Powiedział: to wszystko przez nich, kochana, nie zasługują na to, by żyć. Zobacz, jak nas skrzywdzili. Musisz im za to odpłacić. Najlepiej zrób to dzisiejszej nocy.

Duch kilkakrotnie powtórzył swoje słowa, a na koniec mocno trzasnął drzwiami od szafy. Dokładnie tak samo, jak to robił jej ukochany za życia, kiedy nie zdążyła mu uprasować ulubionej koszuli na niedzielę. Poczuła, jak chłód ogarnia jej ciało, wślizguje się do każdego narządu, tkanki, a nawet komórki. Kiedy dreszcze wstrząsnęły jej ramionami, sięgnęła po sweter. Nic nie pomogło. Podeszła do pieca. Już wygasł, ale kafle nadal trzymały ciepło. Mimo to dłonie ani trochę się nie ogrzały.

Zaczęła przygotowania. Polana ułożyła w koszu. Z szuflady wyjęła, tak na wszelki wypadek trzy zapalniczki (zostały po mężu, dużo palił) i pudełko zapałek. Kanister z benzyną postawiła w sieni, żeby nie śmierdziało. Przecież musi jeszcze zjeść kolację.

Nieco po dwudziestej drugiej ruszyła na obchód. W jednej tylko chałupie zobaczyła niebieskawy blask od włączonego telewizora, ale to u Felki, co to nie chciała im pożyczyć na rozbudowę stodoły. Ona śpi przy włączonym. Wróciła po przygotowane wcześniej rzeczy. Dokładnie rozmieściła wszystkie polana pod każdym domem, stodołą i szopą. Polała benzyną i podpaliła jedno polano po drugim, jedną chałupę po drugiej. Swoją oczywiście też. A co, niech nie myślą, że to ona.