BIEDRONKA

BIEDRONKA

Obudził mnie deszcz. Mocne, twarde krople bębniły rytmicznie o blaszany parapet. Dźwięki zdawały się być inne niż zazwyczaj, a ich synkretyczne staccato budziło mój niepokój. Uderzenia wyraźnie tworzyły rytm, a oprócz uderzeń, słyszałam miękkie plaśnięcia. Wszystko jednocześnie. Poczułam trwogę i zakłopotanie, tak jakbym była przyczynkiem do tego zjawiska. 

Uchyliłam okno. Wielka kropla spadła prosto na biedronkę, która przysiadła na parapecie. Teraz wyglądała jak kosmitka zaklęta w szklanej kuli albo skamielina w białym bursztynie. Od razu spróbowałam ją uwolnić, ale mimo podjętej próby, kropla trzymała się mocno swojej ofiary. Cofnęłam się do sypialni i wyjęłam ze ściany pinezkę.  Z premedytacją ukłułam kroplę. Od razu rozsypała się na setki mikroskopijnych drobinek, które sturlały się na brzeg parapetu i poleciały na dół.

Biedronka poruszyła jednym z odnóży, następnie rozprostowała skrzydła. Przelazła przez framugę i po chwili znalazła się po mojej stronie. Ostrożnie zamknęłam okno. Kiedy zasłaniałam żaluzje, dostrzegłam na ulicy mężczyznę w ciemnym płaszczu z kapturem. Szamotał się, uwięziony w wielkiej kropli. Wyjęłam z szafy łuk, który został po ostatniej wizycie siostrzeńca. Tym razem szeroko otworzyłam okno i wycelowałam.

 Jola Czemiel