Książki / news

Wielkie recenzje Tawerny w małym porcie

. 8 min czytania . Written by Jolanta Czemiel
Wielkie recenzje Tawerny w małym porcie

Tomasz Brewczyński - pisarz. Autor doskonałego thrillera Implikacja. Wkrótce wydaje kolejną powieść w tym gatunku - Retorsja. Jego recenzję pozwalam sobie przytoczyć w całości. Fb - Tomasz Brewczyński - o pisaniu i marzeniach, Jest też obecny na Instagramie.

"O czytaniu i wrażeniach,czyli „Tawerna w małym porcie”

Pewna pisarka przyjeżdża do wynajętego domu w Sopocie, aby zająć się pracą nad swoją nową powieścią. Kiedy jej ołówek kreśli na papierze kilka pierwszych zdań, autorka odbiera niezwykle dziwny i tajemniczy telefon. Nieuznający sprzeciwu mężczyzna po drugiej stronie słuchawki grozi jej, że będzie do niej dzwonił za każdym razem, ilekroć kobieta wspomni o nim w powstającej książce. Początkowo pisarka ulega sugestiom nieznajomego. Nie dopuszcza bowiem do swojej świadomości myśli, że wywieranie presji na zachowanie innych, nie jest niczym nienaturalnym. Oswojona z realiami współczesnego świata i przyzwyczajona do dotychczasowego życia, przyjmuje to za coś oczywistego. Coś, czemu jak zwykle trzeba się podporządkować. Jednak z czasem wszystko zaczyna się zmieniać…Oprócz pisania, największą nadmorską przyjemnością artystki jest odwiedzanie „Tawerny w małym porcie”. Ale dlaczego dziewczyna spośród setek innych, wybiera akurat to miejsce? Kogo, a przede wszystkim „kiedy” spotyka w tej jakże klimatycznej, pachnącej whiskey i świeżymi cytrynami, urokliwej nadmorskiej gospodzie? Z jakiego powodu tylko wybrańcy mogą przekroczyć jej próg? Dlaczego właściciele portowego bistro zamykają drzwi na klucz za swoimi gośćmi? Czy Manuela i Alejandro mają jakiś sekret? Co ich martwi, za czym tęsknią, czego mocno pragną i dlaczego nie opuszczają budynku tym samym wyjściem? Czy prowadzenie tawerny jest dla nich czystą przyjemnością, przykrym obowiązkiem, czy też srogą karą? Jeśli tak, to za co? Kto im ją wymierzył? A jeśli sami uwięzili się w sopockiej przystani na całe stulecia? Ja już znam odpowiedzi na te pytania, a po lekturze „Tawerny w małym porcie” Joli Czemiel, największym moim przywilejem stało się to, że wciąż mogę zadawać sobie kolejne. Coraz bardziej złożone i ważne: dotyczące życia, tajemnic, miłości, mocy przebaczania, własnych pragnień, oczekiwań, marzeń i wszystkich tych rzeczy, które odciągają mnie od ich realizowania.  Ta powieść jest złotą drobinką zatopioną w nieskazitelnym bursztynie, talizmanem, cennym drogowskazem. Dojrzałą i przemyślaną, płynącą z serca historią, która uczy jak żyć, aby być szczęśliwym. Zabiera czytelnika w piękną, refleksyjną i emocjonalną, wielowymiarową podróż. Skleja skruszone uczucia, buduje mosty, zaciera granice między przeszłością a teraźniejszością, pomiędzy życiem a śmiercią, miłością a nienawiścią, dobrem a złem i, co najbardziej istotne, między przeróżnymi ludźmi, którzy byli, są teraz, którzy będą kiedyś. Ludźmi różnych wyznań, przekonań, narodowości i kultur. Ta niezwykle esencjonalna opowieść zmusiła mnie do wielu przemyśleń, z których w dalszym ciągu wyciągam nowe wnioski. Oto niektóre z nich:  

⚓️

Nikt nikomu nie dał przyzwolenia, aby ograniczać wolność drugiego człowieka. Zabierać mu to, co najbardziej kocha, i odmiennym podejściem do życia niszczyć jego spokój, nadzieję,  oczekiwania, pasje. Odbierać mu to, co sprawia mu radość i uruchamia w nim szczęście. Nikt nie powinien wywierać na innych jakiejkolwiek presji, na przykład takiej, która sugerowałaby poecie, w jaki sposób powinien napisać swój wiersz. A każdy, kto usiłuje tę presję wywierać powinien zadać sobie pytanie, czy swoim postępowaniem, krok po kroku nie zabija duszy, która chciałaby żyć po swojemu, być niepowtarzalna, wyjątkowa i wyróżniać się spośród setek innych.

⚓️

Musimy się uczyć przebaczać, niwelować w bliźnich wyrzuty sumienia, odbierać im poczucie winy, które jest w większości przypadków jest dla nich najdotkliwszą karą za [najczęściej] nieumyślnie wyrządzoną krzywdę. Zdajmy sobie sprawę, że nawet ledwie zauważalny gest, najsubtelniejszy z uśmiechów, mały, niewerbalny sygnał, krótkie, wymowne spojrzenie, mogą zmienić przyszłość kogoś nam bliskiego. Pozwolić mu znów się narodzić, odetchnąć z ulgą, zabrać ze sobą garść najczulszych wspomnień i po prostu… odejść.

⚓️

Nie ufajmy ludziom, którzy nam wmawiają, że istnieją nieprzekraczalne granice tam, gdzie tak naprawdę wcale ich nie widać. I nie stwarzajmy też tych granic sami. Wyjdźmy poza wygodny, dobrze nam znany świat ogrodzony niewidzialnym murem, zróbmy krok do przodu, przeskoczmy tę ścianę, miejmy odwagę zobaczyć jak wygląda rzeczywistość po jej drugiej stronie, wcale się nie martwiąc, czy będzie nam dane jeszcze wrócić do naszej przeszłości. Łammy zakazy i normy, a przynajmniej chciejmy weryfikować, czy one rzeczywiście istnieją. Przekonajmy się sami, co się stanie jeśli… I nie miejmy obaw, by burzyć schematy, podążajmy za głosem serca, za uczuciami, dajmy się ponieść naszej intuicji, przeczuciom, nie wspominajmy przykrości, spójrzmy za horyzont i płyńmy ku słońcu z uśmiechem i podniesioną głową.Efekty? Czy się pojawią? Jestem przekonany, że tak – wyłącznie te pozytywne. I wierzę, że wcale nie będzie trzeba na nie długo czekać. Takim przykładem jest właśnie to cudne wydanie, ta fenomenalna, zjawiskowa książka. Po jej przeczytaniu nabyłem graniczące z pewnością wrażenie, że autorka zawarła w niej całą siebie, właśnie przede mną otworzyła swoje czułe wnętrze, postawiła wszystko na jedną kartę, zaryzykowała, nie słuchała „dobrych” rad i tym samym odnalazła swoją literacką drogę. Właśnie tam, w małej nadmorskiej przystani, w której tak pięknie przenikają się światy, w których krzyżują się ścieżki, w jedną barwną całość łączą się wszystkie posiadane przez pisarkę pozytywne cechy: ponadprzeciętna wrażliwość, emocjonalna dojrzałość i niezaprzeczany literacki talent, Jolanta Czemiel odnalazła szczęście.  Ja jestem oczarowany światem przestawionym w „Tawernie…”. Wciągnął mnie bez reszty, bo świetnie pasował do poziomu mojej wrażliwości, sentymentalności. Serdecznie dziękuję pisarce, że w swojej mistycznej krainie znalazła sporo miejsca dla mnie, że dała mi szansę osobistej jej interpretacji, czytania między wierszami, a przede wszystkim za to, że swoją powieścią utwierdziła mnie w przekonaniu, że to czym się zajmuję, a także w jaki sposób to robię, prowadzi mnie do bycia wiernym swoim ideałom. Brawo Jola Czemiel - pisarz, brawo Wydawnictwo Seqoja, brawo Bookiecik - Dominika Rygiel za odwagę w dostrzeżeniu osobliwego, indywidualnego piękna oraz za przecudowne wydanie tej magicznej prozy.

👏

Zajmie ona honorowe miejsce na mojej najważniejszej półce z literackimi perłami, ale często będę ją z niej ściągał. Warto, naprawdę. POLECAM."

https://www.facebook.com/BrewczynskiTomasz/posts/533414341340296

2.

Olga Szelc - fb Książki pod ręką, zapisanachwila.blogspot.com, Instagram, o sobie mówi: "Jestem Olga Szelc – redaktorka i edukatorka. Współpracuję m.in. z portalem Iceland News Polska. Kocham książki, uwielbiam czytać i chciałabym dzielić się z Wami moimi literackimi zachwytami."

https://zapisanechwila.blogspot.com/2021/07/tawerna-w-maym-porcie-jola-czemiel.html?showComment=1626081402555

https://www.facebook.com/ksiazkipodreka/posts/369696698136771

3.

Dominika Rygiel - fb Bookiecik - Dominika Rygiel, bookiecik.pl, Instagram, : Blog o literaturze. Subiektywnie, manierycznie, kobiecym okiem. O sobie pisze: "Mam na imię Dominika. Bookiecik jest moim trzecim, najmłodszym dzieckiem. Choć jego idea narodziła się przypadkiem, dobór recenzowanych lektur jest zupełnie nieprzypadkowy. Książki pochłaniam od lat, w miarę upływającego czasu i przybywających mi obowiązków dobieram je jednak skrzętniej. Z biegiem czasu, z typowego pożeracza wszelakiego słowa pisanego, stałam się zmanierowanym molem książkowym, który ma spore oczekiwania wobec literatury.  Często idę pod prąd i wbrew panującej czytelniczej modzie. Moje recenzje są szczere i być może mało dyplomatyczne. Płyną jednak z serca i są w stu procentach zgodne z moimi odczuciami."

Recenzja:

Na pograniczu jawy i snu – „Tawerna w małym porcie”, Jola Czemiel

https://www.facebook.com/bookiecik/posts/190197323116998

4.

Na portalu lubimyczytac.pl floxanna napisała:

"Co się może stać, gdy w czyjąś szarą codzienność wkracza odrobina magii? Wszystko. Od nieprawdopodobnych przygód i spotkań, które nie miały prawa się wydarzyć, po zmianę przekonań będących fundamentem naszej pozornie dojrzałej i stabilnej tożsamości. Młoda pisarka postanawia wyjechać nad morze, by w spokoju i pięknych okolicznościach przyrody stworzyć powieść. Cóż lub któż może jej w tym przeszkodzić jesienią w Sopocie, który zaczyna już przysypiać po sezonie? Telefon od diabła. Tak. Diabeł sobie zdecydowanie nie życzy, by Joann o nim pisała. Czy da się narzucić twórczyni tematykę jej dzieła? Cóż, można spróbować, ale trzeba się liczyć z tym, że skutki będą nieprzewidywalne. I dalekie od oczekiwań – zarówno wysuwającego żądania, jak i samej pisarki.W małej tawernie spotykają się ludzie (i nie tylko oni) z różnych epok i miejsc. Czas, geografia, a nawet śmierć przestają mieć znaczenie. Każdy może dostać drugą szansę. Pytanie tylko, czy zdecyduje się na to, by ją wykorzystać. I czy podejmie się niełatwego zadania: przebaczenia. Nie tylko innym, ale i – co najtrudniejsze – sobie. W najnowszej powieści Joli Czemiel realizm i magia splatają się nierozerwalnie. Warto dać się wciągnąć temu wirowi, porwać podmuchowi morskiego wichru. To nie tylko przyjemna literacka przygoda, ale też szansa spojrzenia z innej perspektywy na nasze własne doświadczenia."

5.

Na portalu lubimyczytac.pl RenKa napisała:

Czasami książki pachną. Truskawkami, tatarakiem, świeżym ogórkiem, właśnie skoszoną pszenicą albo grzybem na ścianie i wilgocią. Ta akurat książka pachnie morzem z lekką domieszką cytryny i kurzu na drewnianej podłodze. Skojarzmy ten bukiet zapachów z szumem wody, wiatru i tangiem w tle, a otrzymamy bazę, na której opierać się będzie lektura tej książki. Morze. Wiatr. I tango. Wszak najnowsza książka Joli Czemiel nazywa się “Tawerna w małym porcie”. Która z nich tak właściwie jest bohaterką tej książki? Joann w niebieskiej kurtce czy Manuela z czerwonym kwiatem we włosach? A może żadna z nich? Może główną bohaterką jest strata? A może poczucie winy, pokuta, żal za grzechy? Każda z nich tak jak potrafi ukrywa własną pustkę. Gotując, piekąc, mieszając drinki, tańcząc. Pisząc, ostrząc ołówki, marząc gumką to, co zapisane. Przecież ołówek to talizman. “Bez niego nie da się pisać. Ołówek sunie miękko, prowadzi pisarskie ścieżki do celu.” Co jest celem Manueli z kwiatem i Joann w kurtce? Zapomnieć czy żyć z kamykiem pamięci w bucie? Może to właśnie o tym jest ta książka, o smutku pamięci i cudzie niepamięci? Nie lubię odkrywać wszystkich kart. Nie lubię wprost pisać o czym jest książka. Lubię kluczyć, piętrzyć metafory, opowiadać pobocznie, wikłać się w dygresje. Może nie każdego to zachęci, ale liczę na to, że znajdzie się czytelnik spragniony odrobiny tajemnicy. Bo w “Tawernie w małym porcie” metafory, tajemnicy i magii jest całkiem sporo. Dobrze mi się tę książkę czytało na huśtawce pod lasem (nie, nie jestem na letnisku, mam ten komfort, że pod lasem mieszkam, więc i las, i huśtawkę mam na wyciągnięcie ręki... Szczęściara ze mnie, prawda?). Las, wiatr, lato i książka odurzająca jak truskawkowe wino. Trochę słodka, trochę cierpka, smutno - nostalgiczna, powodująca lekki zawrót głowy. Wiem, że nie powinno się dzielić książek na męskie i kobiece, ale... Ta jest kobieca. Bardzo. Tak kobieca jak czerwony pazur, stukot pantofli na schodach i wirowanie spódnicy w tańcu. Jest miękka i ciepła. A Jola Czemiel przypomina nam, że chociaż po winie bywa kara, to możliwe jest też przebaczenie, przepracowanie traum i pójście do przodu. Czy Manuela i Joann zatrzasną drzwi tawerny? Co w niej zostawią a co zabiorą ze sobą na dalszą drogę? I czym tak naprawdę jest tytułowa tawerna: przystanią, portem docelowym czy tylko przystankiem przed dalszą podróżą?  Podsumowanie? Bardzo proszę - kobieca, ciepła i magiczna książka o stracie, ale z optymistycznym przesłaniem. Każdego dnia coś tracimy, strata jest nieodłączną częścią egzystencji. Może więc pora nauczyć się z tym faktem żyć? Przeżyć tę stratę, a potem pójść dalej swoją drogą? Po drodze można też przeczytać “Tawernę w małym porcie”. Naprawdę warto.